Naszym piórem: Ściana
Nie ma człowieka, który choć raz w życiu nie doszedł do ściany. Jedni dochodzą do niej w pracy, inni w związkach, jeszcze inni podczas składania szafy z IKEI… Są też tacy, którzy z uporem godnym lepszej sprawy twierdzą, że żadnych ścian nie mają. To najczęściej dlatego, że od lat mieszkają w komórce własnych przyzwyczajeń i zdążyli uznać ją za codzienny, bezpieczny krajobraz.
Normalnie i uczciwie, co jakiś czas dochodzimy do pewnej ściany i jest to zjawisko całkowicie ludzkie i prawidłowe. Ściana nie kłamie. Nie mówi: „Jeszcze chwila i zniknę”. Po prostu stoi. Ani drgnie. Można na nią patrzeć z wyrzutem, złorzeczyć i wściekać się, a nawet obrazić się na cały świat. Ściana pozostaje konsekwentnie niewzruszona.
Najgorzej, gdy człowiek uzna, że najlepszym sposobem na dalsze życie jest zamieszkanie pod nią. Rozkłada krzesełko, nalewa herbatę i ogłasza światu: „No cóż, taki już mój los”. To nie jest los. To jest lenistwo przebrane za wygodną filozofię.
Bo ze ścianą trzeba jednak coś zrobić…
Można ją rozwalić młotem. Można cegła, po cegle rozbierać własnymi rękoma. Można znaleźć drabinę i przejść górą na drugą stronę albo obejść ją bokiem, można też czasem poprosić kogoś o pomoc…Sposobów jest zazwyczaj wiele. W każdym bądź razie, wskazane jest działanie.
Wspominam swoje ściany w fotografii.
Dochodziłam do nich często, bo chcąc się rozwijać, napotykałam kolejne progi, ściany i nawet mury. Początkujący fotograf uwiecznia wszystko. Kota. Drzewo. Zachód słońca. Drugie drzewo. Kolejnego kota, o zachodzie słońca. Potem odkrywa, że aparat ma jeszcze dwieście siedemdziesiąt trzy funkcje, których nigdy nie używał, więc trzeba zgłębić, wypróbować i przyswoić tajemnice pokręteł własnego aparatu. Obróbka RAW- to mur wysoki i chropawy… Później wymagania rosną, potrzebuje innego sprzętu, lepszego obiektywu… a to dużo kosztuje…
Jednak prawdziwe przebicie ściany, zaczyna się gdzie indziej. Wtedy, gdy wychodzę z domu o świcie, choć rozsądni ludzie jeszcze śpią….Gdy zamiast zachodu słońca fotografuje mgłę, rosę albo konie w galopie. Gdy zamiast szerokiego planu pokazuje detal. Gdy odważę się wrócić z dziesięcioma zdjęciami, zamiast z setką, bo każde z nich było bardziej przemyślane.
Ściana nie pęka od liczby wykonanych zdjęć. Pęka od jakości i sposobu patrzenia.Malarz ma podobnie. Przychodzi dzień, kiedy potrafi namalować idealne jabłko… Tak idealne, że człowiek ma ochotę je zjeść. Tylko co z tego? Doskonałe jabłko nie zawsze musi być wielką sztuką. Jest sprawdzianem z cierpliwości i dokładności zdolnego kopisty.
Dopiero gdy odważy się namalować jabłko niebieskie, krzywe albo takie, które bardziej opowiada o samotności, niż o sadownictwie, zaczyna się rozmowa z widzem… Bo między poprawnością, a wzruszeniem jest jeszcze odwaga i kreatywność, czyli umiejętność myślenia poza szablonami. Jestem przekonana, że ściany są ludziom potrzebne. Gdyby ich nie było, nigdy nie odkrylibyśmy, jak potrafimy być pomysłowi i zaradni. Dlatego nie bójmy się ścian. Bójmy się jedynie chwili, w której uznamy, że są wygodnym oparciem dla naszych wymówek.
Ewa Jurkowska





