Naszym piórem: Codzienny felietonik…z nurtującym pytaniem w tle.
Czy poeta może być szewcem, skoro szewc może być poetą?
Od dawna powtarzamy, że „każdy może być poetą”. Wystarczy kartka papieru, odrobina wrażliwości i chęć, by ubrać myśli w słowa. Ale gdy odwrócimy to zdanie i zapytamy: „Czy poeta może być szewcem?”, nagle pojawia się wątpliwość. Dlaczego?
Być może dlatego, że poezję często otaczamy aurą wyjątkowości, a zawody rzemieślnicze niesłusznie uznajemy za mniej wzniosłe. Tymczasem dobry szewc i dobry poeta mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Jeden zszywa skórę, drugi słowa. Obaj potrzebują cierpliwości, precyzji i wyobraźni. Jeden naprawia buty, drugi – czasem ludzkie serca.
Historia zna wielu twórców, którzy wykonywali zwyczajne zawody. Pracowali fizycznie, prowadzili sklepy, uczyli w szkołach czy pracowali w urzędach. Ich talent nie przeszkadzał im wykonywać codziennych obowiązków. Wręcz przeciwnie – to właśnie codzienność dostarczała im inspiracji. Dlaczego więc poeta nie miałby naprawiać obuwia? Czy atrament brudzi ręce bardziej niż pasta do butów?
Prawdziwy problem tkwi nie w możliwościach człowieka, lecz w naszych stereotypach. Chętnie wierzymy, że rzemieślnik może marzyć i pisać wiersze, bo jest to historia „od zera do bohatera”. Trudniej przychodzi nam zaakceptować, że artysta może wykonywać zwyczajny zawód, bo burzy to romantyczny obraz poety żyjącego wyłącznie natchnieniem.
A przecież praca nie odbiera człowiekowi talentu. Przeciwnie – może go wzbogacić. Poeta, który jest szewcem, lepiej rozumie trud codzienności. Szewc, który jest poetą, dostrzega piękno tam, gdzie inni widzą tylko parę znoszonych butów.
Dlatego odpowiedź na postawione pytanie wydaje się oczywista. Skoro szewc może być poetą, to poeta tym bardziej może być szewcem. Człowieka nie definiuje zawód, lecz pasja, uczciwość i sposób, w jaki wykonuje swoją pracę. A czasem najlepszy wiersz powstaje właśnie między stukotem młotka a zapachem świeżo wyprawionej skóry.




