Naszym piórem: Codzienny felietonik,trochę monotematyczny

Powiększ rozmiar tekstu

Codzienny felietonik,trochę monotematyczny ( mam nadzieję,że nie nudny).Czasami tak mam. Wracam do „tego”,co robi,robiło lub pewnie jeszcze nie raz zrobi mi reset.

Najstraszliwsza rzecz?

Czytam po raz kolejny „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa i po raz kolejny zatrzymuję się przy tych słowach: „tchórzostwo jest jedną z najstraszliwszych ludzkich wad”. Im jestem starsza, tym bardziej rozumiem ich znaczenie.

Piłat nie widział w Jeszui zbrodniarza. Przeciwnie – był pod wrażeniem jego inteligencji, przenikliwości i wewnętrznej wolności. Wiedział, że ma przed sobą człowieka niewinnego. I właśnie dlatego jego decyzja jest tak przejmująca. Nie skazał Jeszui dlatego, że go nienawidził. Skazał go ze strachu.
Tchórzostwo rzadko przychodzi w dramatycznym przebraniu. Najczęściej jest eleganckie, rozsądne i doskonale umotywowane. Podpowiada: nie wychylaj się, nie zajmuj stanowiska, nie narażaj się, nie psuj sobie relacji, nie ryzykuj. Każe lawirować między prawdą a wygodą, między lojalnością a własnym spokojem. Człowiek wyślizguje się wtedy jak miętus z rąk – nie mówi „tak” i nie mówi „nie”, tylko tak się ustawia, żeby nie ponieść żadnych konsekwencji.
Tyle że konsekwencje zawsze ponosi ktoś inny. Dlaczego?
Tchórzostwo prawie nigdy nie boli tchórza najbardziej. Ono rani człowieka, po którego stronie należało stanąć. Tego, którego trzeba było obronić, wesprzeć, przy nim zostać. To dlatego tak trudno zaufać ludziom, którzy odchodzą wtedy, gdy nad naszym okrętem zbierają się ciemne chmury. Przecież właśnie wtedy poznajemy wartość załogi. W czasie spokojnego rejsu każdy potrafi być wiernym towarzyszem. Sztorm pokazuje, kto naprawdę stoi przy sterze, a kto w pierwszej chwili szuka już szalupy ratunkowej wyłącznie dla siebie.

Wiele ludzkich krzywd nie bierze się z nienawiści. Bierze się z kalkulacji. Z liczenia własnych korzyści. Z chłodnego przekonania, że ten drugi był potrzebny, dopóki było wygodnie, a kiedy sytuacja się skomplikowała, można go zostawić i ratować siebie.

Jest w tym coś szczególnie smutnego. Nie sama słabość, bo słabi bywamy wszyscy. Najgorsze jest manipulowanie drugim człowiekiem – ustawianie się wobec niego zależnie od okoliczności, udawanie bliskości, a potem wycofanie się w chwili próby.

Być może dlatego Bułhakow nazwał tchórzostwo jedną z najstraszliwszych rzeczy. Dlaczego? Ono nie zabija ciała. Ono zabija zaufanie. A człowiek, któremu odebrano zaufanie, długo jeszcze stoi na pokładzie swojego okrętu i patrzy w stronę tych, którzy odpłynęli, zostawiając go samego pośród sztormu.

„Mistrz i Małgorzata” to książka,która ciągle otwiera mi oczy i nakazuje przyglądać się świata. Nie pozwala zobojętnieć. Tylko nie wiem,czy to dla mnie dobrze.

Wiesława Chmielewska