Naszym piórem: Codzienny felietonik po wieczornej rozmowie z mamą

Powiększ rozmiar tekstu

Ustawa kagańcowa po sąsiedzku.

Codzienne rozmowy z mamą mają tę przewagę nad telewizją, że nigdy nie wiadomo, czy zaczniemy od polityki, czy od kiszonych ogórków. Dzisiaj zaczęłyśmy od ustawy kagańcowej.

– Wiesz – mówi mama – u sąsiadów siedzą w kojcu dwa wielkie psy. I wcale nie szczekają.

– Dziwne – odpowiadam.

– Wcale nie dziwne – prostuje mnie mama. – Bardzo dobrze je rozumiem.

Tu już musiałam zapytać, co ma na myśli.

– A co mają szczekać? – oburzyła się. Gospodarze nie dbają o psi żywot. Niech sobie sami szczekają.

I pomyślałam, że w tej krótkiej scenie z wiejskiego podwórka jest cała życiowa mądrość. Czasem od tych, którzy mają głos, oczekujemy hałasu, ostrzegania i pilnowania porządku. A oni siedzą cicho. Nie dlatego, że zapomnieli szczekać. Po prostu doszli do wniosku, że nie warto ujadać za kogoś, kto sam nie potrafi zadbać o własny dom.
Nawet pies wie, że kagańca nie trzeba zakładać temu, kto już stracił ochotę do szczekania.

Wiesława Chmielewska