Naszym piórem: Codzienny felietonik o … muzyce, słowie, talentach i wzruszeniach.
Duch Broadwayu w Toruniu
Niebo tego dnia było siwe od chmur. Ciepło za oknem, wiatr poruszał gałęziami drzew, a w torebce czekał bilet. Wszystko było gotowe. Było też doskonałe towarzystwo w zanadrzu. Kierunek? Jordanki. Cel? Broadway w Toruniu.
Broadway – to nie tylko ulica w Nowym Jorku. To symbol teatru muzycznego, wielkich scen, świateł, orkiestr i historii, które potrafią wzruszyć do łez. A musical? To połączenie teatru, muzyki, śpiewu, tańca i emocji. Niby wszystko już znamy, a jednak za każdym razem odkrywamy to na nowo. Tego wieczoru kawałek Broadwayu przybył do Torunia.
Były melodie, które znamy od lat i były takie, które nagle zaczęły żyć własnym życiem. Był też „Upiór w operze”. I wtedy zrobiło się naprawdę niezwykle. Zabrzmiało dramatyczne,elektryzujące,kasandryczne:
„Ten głos nawiedzał mnie
Przybywał w snach
Wymawiał imię me
Aż nastał brzask
I chyba dalej śnię
Lecz razem z nim
To on to upiór tej opery ma
We władzy sny”
Nagle koncert przestał być tylko koncertem. Stał się opowieścią. Głosy solistów – genialne, po prostu genialne – niosły się nad publicznością, a symfoniczne brzmienie dodawało całości rozmachu. Zaciskały się gardła. Wewnętrzne rozdygotanie nakazywało milczenie. Czasem człowiek nie potrzebuje klaskać od razu. Czasem musi najpierw pozwolić, żeby muzyka przez chwilę w nim została.
A potem przyszła jeszcze jedna refleksja, tak prosta, że aż wzruszająca:
„Słońce wschodzi
I zachodzi
I już tyle lat
Coś rodzi się i coś przemija
Ale zostaje po nas ślad”.
To ze „ Skrzypka na dachu”.
Może właśnie o to chodzi w teatrze, musicalu i muzyce. Wszystko przemija: spektakl się kończy, światła gasną, muzycy odkładają instrumenty. A jednak zostaje ślad.
Tego wieczoru Broadway był w Nowym Jorku, ale jego duch był także w Toruniu. I chyba właśnie dlatego warto czasem schować bilet do torebki, zostawić za sobą szare niebo i pozwolić, by muzyka zrobiła swoje.




