Codzienny felietonik o… różnych ludzkich zdziwieniach

Powiększ rozmiar tekstu

Po co oni wstają?

18 września, Jordanki. Inauguracja 48. sezonu artystycznego Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej.

Na scenie Piotr Ryszard Pawlak, orkiestra i Dainius Pavilionis. W programie Chopin, Dukas, Fauré, Gounod i Offenbach. Wieczór, w którym trudno było znaleźć ziarno maku między muzycznymi perłami.

Największe  wrażenie zrobił na mnie …Chopin.

Kiedy odezwał się fortepian, miałem wrażenie, że P. Pawlak cały „schował” się w swoich dłoniach. Jakby ciało, emocje i myśli pianisty przeszły na palce. Zostały tylko dłonie tańczące po klawiaturze i muzyka, w której było chyba wszystko: miłość, tęsknota, zachwyt, niepokój.

A potem koncert się skończył.

Publiczność wstała. Owacja. Bis. Wtedy moja sąsiadka, patrząc na stojących ludzi, zapytała koleżankę:

— O co chodzi? Po co oni wstają? Chcą już wyjść?

Przyznam, że przez chwilę zabrakło mi słów.

Nie, nie chcieli wyjść.

Chcieli zostać.

Jeszcze chwilę.

Jeszcze jeden utwór.

Jeszcze trochę Chopina, trochę Orfeusza, trochę tego niezwykłego świata, w którym można na moment zapomnieć, że za drzwiami czeka zwyczajne życie.

Pomyślałam sobie, że może to jest właśnie największa miara udanego koncertu.

Nie to, ile razy klaszczemy.

Tylko to, czy po wszystkim naprawdę nie chce nam się wychodzić.

A więc, Sąsiadko — nie. Oni nie chcieli wyjść.

Im się nie chciało wychodzić z tego pięknego świata dźwięku!

Wiesława Chmielewska

fot. Łukasz Ulanowski